kamień filozoficzny…synchroniczność… Lapis philosophorum

Posted in Uncategorized on październik 21, 2009 by kronidos

281px-Rubens_saturn

Centralną wizyjną postacią alchemicznego opus, jawiącą się zarówno na jego początku, jak i na jego końcu, był Hermes (Merkury), psychopompos i bóg myślenia. Najczęściej jawił się on w postaci skrzydlatego smoka (chtoniczna zasada węża i powietrzna zasada ptaka) jako ouroboros (“pożerający własny ogon”) hen to pan - symbolizuje kolisty charakter “dzieła” (stąd opus często określano mianem circulare - koliste lub rota - koło). Jako smok Merkuriusz pożera sam siebie, umiera i zmartwychwstaje znowu jako lapis.

C.G. Jung, “Rebis, czyli kamień filozofów” – wstęp J. Prokopiuka LJI

DYDONA (WĘDROWNICZKA)

Posted in Uncategorized on maj 13, 2009 by kronidos

590px-Singer_Sargent,_John_-_Atlas_and_the_Hesperides_-_1925

 

Według Greka Timajosa (IX w p.n.e.) , jak również rzymskiego autora Pompejusza Trogusa, była przywódczynią kolonistów zbiegłych z Tyru, którzy osiedlili się na półn. Wybrzerzach Afryki, niedaleko fenickiej kolonii Utyki.

Zwano ją również Eliszą, czy Elissą – co może wskazywać, iż była kapłanką fenickiego bóstwa El. Wiaodmo o niej, iż powodem jej “ucieczki” – wędrówki, była śmierć ukochanego męża Acharbasa, który padł ofiarą jej brata Pigmaliona. Przydomek Dydona (wędrowniczka), nadali jej już Kartagińscy tubylcy.

Po śmierci męża, Dydona poprzysięgła iż nigdy z nikim się nie zwiąże.

Pewnego razu jednak na brzeg Kartaginy wyrzucony zostaje Enneasz, którego Elisza przyjmie do krolestwa i nieszczęsliwie pokocha – gdyż ten, gnany rozkazem Jowisza, niebawem ją opuszcza. Zrozpaczona, niewzruszoną postawa niedoszłego meża, popadać zaczyna w szalenstwo…

                                      

Wtedy zaiste nieszczęśliwa Dydona przerazona losami modli się o śmierć, czuje wstręt do oglądania sklepienia niebios. Tym bardziej swój zamiar zamierza wykonać, gdy zobaczyła, że położone przez nią na dymiących ołtarzach ofiary (straszne do powiedzenia), że święte wody czernieją i rozlane wina obrócily się we wstrętną krew. O tym widzeniu nikomu, nawet swojej siostrze nie rzekła. Oprócz tego była w domach świątynia z marmuru dawnego malżonka, którą pielęgnowała z nadzwyczajnym szacunkiem, uwieńczona snieżnym runem i świąteczną gałęzią: stąd zdalo jej się, że głosy i słowa wołającego męża słychać, gdy ciemna noc trzymała ziemię i sam puchacz na wierzchołkach często skarżył się na zgubną wróżbę i prowadził dalekie głosy w płacz; oprócz tego liczne przepowiednie dawniejszych wieszczków przerażają straszną przestrogą. Sam eneasz pędzi szaloną w snach i na zawsze pozostaje sama sobie, zawsze wydaje się, że idzie bez orszaku długą drogą i że szuka Tyrejczyków na opuszczonej ziemi, jak szalony penteusz widzi gromady Eumenid i podwójne słońce i ukazały się podwójne Teby albo Orestes syn Agamemnona prześladowany na scenach, gdy ucieka przed matką uzbrojoną w pochodnię i czarne węże i mściwe Erynie siedzące w progu.

Wergiliusz Eneida 450-473 

 

Znalazłam, siostro drogę (powinszuj swej siostrze), która mi go zwróci,

lub uwolni od miłosci do niego na zawsze:

Na krańcach oceanu i zachodzącego słońca

jest najdalsza siedziba Etiopow, gdzie największy Atlas

na barkach swych niebo obraca, przymocowane płonącymi gwiazdami.

Skąd wywodząca się kapłanka Massyjskiego rodu została mi pokazana -

opiekunka świątyni Hesperyd, która Smokowi potrawy dawała

i gałęzi strzegła świętych na drzewie,

płynne miody wraz z makiem sen niosącym rozlewajac.

Zarzeka się, że zna magiczne pieśni, którymi jeśli zechce od myśli uwolni,

I złe troski w co inne wpuści, że wodę wstrzyma w rzekach,

gwiazdy wstecz wróci i nocne wzbudzi cienie: zobaczysz,

jak ziemia zatrzęsie się pod stopami i jak z gór zstepują jesiony…

Wergiliusz, Eneida 478-493

                                                             

Kwitesencja pierwiastka wiosny…

Posted in Uncategorized on marzec 20, 2009 by kronidos

hesiod1

Od helikońskich Muz rozpocznijmy nasz śpiewanie -

one to Helikontu szczyt dzierżą wielki i boski

i dokoła ciemnego źródła miękkimi stopami

tańczą i wokół oltarza przepotężnego Kroniona;

i delikatne ciala obmywszy wodą z Permessu

albo z Końskiej Krynicy, albo z boskiego Olmeju,

korowody zawiodły na Helikontu wierzchołku,

piękne budzące tęsknotę – stopami tupnęly w ziemię -

skąd ruszyły okryte gęstymi mgły oparami…

Hezjod

Kronida uwalnia Kronosa

Posted in Uncategorized on luty 5, 2009 by kronidos

eos


[ CO W PRESPEKTYWIE PSYCHOLOGICZNEJ OZNACZA  CAŁA  TA PROCEDURA? ]

Na uzyskanie odpowiedzi na to pytanie zależy nam tak bardzo dlatego, że natknęliśmy się tu na coś, co stanowi główną troskę także współczesnej psychologii: adept wdraża w swej fantazji pewien proces, który ma dlań szczególne znaczenie. Mimo, że adept porusza się tak w ogóle w obrębie tradycyjnych wyobrażeń alchemicznych, to jednak nie powiela on określonego już wcześniej tematu, lecz, idąc śladem swobodnych skojarzeń,tworzy indywidualną serię wyobrażeń i odpowiednich czynności, które -jak łatwo można się przekonać – mają charakter symboliczny.

Wszelkie projekcje oznaczają akty nieświadomego utożsamienia, a każda projekcja po prostu istnieje jako bezkrytyczna oczywistość - zostaje zrozumiana jako taka i wycofana dopiero znacznie później, o ile w ogóle do tego dochodzi. (…) Wycofać można tylko te projekcje, które znalazły się w zasięgu świadomości. Tam, gdzie świadomość nie sięga, nie można niczego naprawić.

                                                          

Trzydzieści lat temu zacząłem stosować tę metodę na sobie i na innych - przyznaję, że wprawdzie drogą tą można posuwać się naprzód i dojść do niezłych rezultatów, muszę jednak zarazem wyznać, że wędrówka ta jest bardzo ciężka. Bez żądnych skrupułów można ją doradzać w sytuacji, gdy pacjent osiągnął opisany powyżej szczebel poznania, jeśli  jednak zadanie to przychodzi mu ze zbyt wielkim trudem, wówczas z reguły już na samym początku zawiedzie i nigdy nie przeciśnie się przez to niebezpiecznie wąskie gardło. Zagrożenia jakie pociąga za sobą terapia w rodzaju analizy, polegają na tym, że jeśli mamy do czynienia z indywiduum o dyspozycjach psychopatycznych, może dojść do rozpętania psychozy. Ta nader niemiła ewentualność staje się ciałem najczęściej zaraz na początku terapii, gdy nieświadomość zostanie poruszona na przykład za sprawą analizy marzeń sennych. Jeśli jednak, nie wywołując żadnych poważniejszych incydentów, uda nam się pójść tak daleko, że pacjent będzie mógł za pomocą aktywnej imaginacji snuć i kształtować swe fantazje, wówczas z reguły nie będzie nam groziło żadne niebezpieczeństwo. Rzecz jasna, zadajemy sobie pytanie, jak lęk – o ile w ogóle mamy do czynienia z lękiem – mógłby przeszkodzić pacjentowi w wykonaniu następnego kroku, polegającego na przejściu do postawy osądzającej (mówiąc o sądzie, mam na myśli rzecz jasna sąd wiążący moralnie i intelektualnie!) Istnieją przecież dostateczne przyczyny, dla których można się tu liczyć z lękiem i niepewnością - istnieją one o tyle, o ile postawa uczestnictwa i dobrowolnego uwikłania w fantazję wydaje się naiwnemu umysłowi dość wątpliwa, krok ten oznacza bowiem antycypowaną psychozę.

Atoli między psychozą antycypowaną a realną zachodzi olbrzymia różnica; cóż skoro zrazu nie zawsze można ją postrzegać i rozumieć z całą wyrazistością – może to dać asumpt do bojaźliwej niepewności czy wręcz do paniki. W odróżnieniu od prawdziwej psychozy, w którą człowiek wpada, by zostać zalanym nie dającymi się okiełznać fantazjami, czyli przeżyć najazd nieświadomości, w przypadku postawy osądzającej chodzi o dobrowolne uwikłanie się w te fakty fantazji, które kompensują indywidualnie, zwłaszcza jednak również zbiorowe położenie świadomości. Do uwikłania tego dochodzi przede wszystkim gwoli zintegrowania wypowiedzi nieświadomości ze świadomością ze względu na ich treści kompensacyjne, a tym samym gwoli ustawienia owego całościowego znaczenia, które jako jedyne warte jest życia, dla wielu zaś ludzi jest w ogóle niemożliwe do osiągnięcia. To, że uwikłanie to nosi wszelkie pozory akurat psychozy, wynika z tego, że pacjent dokonuje integracji tej samej materii fantazji, której ofiarą pada człowiek chory psychicznie, dlatego że nie potrafi jej zintegrować, a zatem sam zostaje przez nią pochłonięty. W micie mamy do czynienia z postacią herosa pokonującego smoka, a nie bohaterem który został przez niego pożarty. A jednak i jeden i drugi, mają do czynienia z tą samą bestią. Podobnie bohaterem nie jest ten, kto nigdy nie napotkał na swej drodze smoka, nie ten również, kto – ujrzawszy go pewnego razu – twierdził później, że nic takiego nie widział. Tak samo rajską jabłoń “kosztowność trudną do zdobycia”, odkrywa i zdobywa ten tylko, kto odważy się stanąć do konfrontacji ze smokiem i wychodzi z niej zwycięsko. Człowiek taki naprawdę ma prawo ufać w własne siły, albowiem sam stanął w obliczu ciemnej otchłani samego siebie – i wten sposób zdobył samego siebie. Doświadczenie to daje mu wiarę i zdolności niezbędne do zawierzania samemu sobie, daje mu pistis  [wiarę] iw nośność własnej Jaźni, albowiem wszystko, co zagrażało mu od wewnątrz, uczynił on swą własnością, tym samym zaś zdobył niejakie prawo do wiary w to, iż wszystko, co mogłoby mu jeszcze zagrozić w przyszłości, która uzdalnia go do samodzielności - osiągnął również to, co alchemik określa mianem

UNIO MENTALI

 

C. G. Jung      Mysterium coniuncionis…

peiron-apeiron The fool

Posted in Uncategorized on wrzesień 29, 2008 by kronidos

Rodzaj jego rozumu określony jest takim samym epitetem jak rozum Tytana Kronosa, który także jet pozornie mądry i ustępuje Zeusowi. Obaj są ankylometai, krzywo (ankylos) myślący i jednak wikłający się we własne sidła (ankyle) ; taki rozum niewątpliwie można nazwać “tytanicznym”, od jego pierwszego wymienionego poniżej przedstawiciela. Cechują ten rozum przede wzystkim drogi pokrętne, od oszustwa i kłamstwa po najprzemyślniejsze wynalazki, dla których przesłanką jest przecież zawsze jakiś egzystencjalny niedostatek u spryciarza. Niedostatek ów wciąga Tytanów w sferę człowieczą, ograniczoną, zakorzenia ich w człowieczeństwie jako w pewnej rzeczywistości świata. Właśnie te granice Epimeteusz – czy jako pierwotnie pojedyńcza bliźniacza istota, czy też jako jeden z dwóch, obok Prometeusza, mitologicznych bliźniaków – wyraźnie zakreśla: w jego postaci

Głupek staje się dopełnieniem Spryciarza 

 

Kerenyi

Carl Gustav Jung Ultima Thule Bracie!

Posted in Uncategorized on wrzesień 14, 2008 by kronidos

Chętnie mogę się godzić, bo trudno temu zaprzeczyć.

Przeciwnie, nawet pojawienie się eschatologii w skatologii do -

wodzi prawdziwości stwierdzenia Tertuliana: anima naturaliter

christiana. Ulisses okazuje się dobrym  antychrystem i tym sa -

mym dowodzi trwałości swego katolickiego chrystianizmu. Jest

on nie tylko chrześcijaninem, lecz nawet – co jest lepszym

tytułem do sławy – buddystą, sziwaitą i gnostykiem: “(Gło -

sem fal.) …Biała yogini bogów. Okultystyczny pimander Her-

mesa Trismegistosa. (Głosem świszczącego wichru morskiego.)

Punarjanam patsypunjaub! Nie dam z siebie zrobić frajera. Po -

wiedział ktoś, lekający się lewicy, kultu sakti. (Z okrzykiem pta-

ków morskich.) Sakti. Siwa. Ciemny ukryty ojcze. …Aum!

Baum! Pyjaum. Jam jest światłością domostw, jam jest senno-

pustym, pelnotłustym masłem.”

Najwyższe i najstarsze dobro duchowe, niezniszczalne nawet

w poniżeniu kloacznego dołu – czyż to nie wzruszające i zna -

czące? Nie ma takiej  duszy, w której spiritus divinus

mógłby ostatecznie postradać życie w świecie smrodu i brudu.

Stary Hermes, ojciec wszelkich heretyckich manowców, miał

jednak słuszność: “Jako w górze, tak i na dole”. Stefan Dedalus,

ptasiogłowy pędziwiatr, ugrzązł w cuchnącym błocie ziemi, kiedy

chciał wzlecieć do królestwa zbyt eterycznego powietrza, i to, co

najwyższe i przed czym uciekał, spotkał znowu w tym, co naj-

niższe. “A gdybym uciekł na najdalszy kraniec świata, to..”

- następnik tego zdania jest bluźnierstwem

Ulissesa. Jeszcze lepiej: Bloom, zmysłowy, perwersyjny impotent

i szpicel, przeżywa w brudzie to, co mu się nigdy przedtem nie

zdarzyło – przemienienie w boga-człowieka. Oto radosna wieść:

kiedy wieczne znaki znikają z niebiańskiego firmamentu,

to szukająca trufli świnia odnajduje je na ziemi; znaki te są

bowiem niezbywalne i niezniszczalne, wyryte zarówno na górze,

jak i na dole, a tylko w przeklętym przez Boga, letnim miejscu pośrednim

nigdy nie można ich znaleźć.

Inspiratio

Posted in Uncategorized on wrzesień 11, 2008 by kronidos

Mit tragiczny można tylko rozumieć jako zobrazowanie mądrości Djonizyjskiej środkami apollinskimi sztuki; doprowadza on świat zjawisk do granic, u których świat ten zaprzecza samemu sobie i stara się znów schronić z powrotem w łono prawdziwej i jedynej rzeczywistości, zdając się wówczas nucić z Izoldą swą metafizyczną pieśń łabędzią:

W morza szczęsliwości

Rozpłynna błoń,

W śpiewanej dźwięczności

Upojną woń,

W tchnienia wszechświatów

Wiejącą toń -

zapłynąć – zginąć -

W śnie bez miar – rozkosz – czar!

Ekstra wertica

Posted in Uncategorized on sierpień 15, 2008 by kronidos

Nie było już wtedy nic, chociaż coś być musiało..

phoenix – brzask odrodzenia

Posted in Uncategorized on sierpień 2, 2008 by kronidos

…spotkał on pięknego nagiego chłopca. Zapytał go, skąd pochodzi.

Ten powiedział:

Przychodzę od Boga

Kim jesteś?

Królem.

Gdzie królestwo twoje?

W mym sercu.

Bacz, aby nikt nie dzielił go z Tobą

Tak też czynię.

Zabrał go do swej celi i rzekł:

Weź jaką chcesz szatę

Przestał bym być wówczas królem

-powiedział i znikł.

Eckhart

MAGAI

Posted in Uncategorized on sierpień 2, 2008 by kronidos

(…) uprawiają też wróżbiarstwo oraz twierdzą że objawiają się im bogowie. Wierzą, że w powietrzu jest pełno podobizn (eidolon), które emanują niby opary i dostają się do oczu ludzi bystro widzących..”

hieronymus_bosch_slyszacy_las_i_widzace_pole